niedziela, 6 stycznia 2013

Margaret

*w tle

Rozdział 2



Poniedziałek jest przez mnie najbardziej znienawidzonym dniem tygodnia. Wiem, że to dopiero początek, ale czuje, że mój cały tydzień będzie usłany problemami. Problemami, których oczywiście, nie ujawnię moim przyjaciołom. Dla mnie weekend mógłby trwać zdecydowanie dłużej, bo tak naprawdę mam czas tylko w piątkowe popołudnie, i sobotę. Niedziele zazwyczaj poświęcam na naukę, lub po prostu spędzam ją przed telewizorem popijając gorące kakao. Lubie być wtedy sama, mam czas na przemyślenia pod ciepłym kocykiem. Wszystko wydaje się wtedy takie nieskomplikowane i całkiem proste. Ale to uczucie szybko mija, gdy powracam do szkoły, gdzie muszę zmierzyć się z szarą codziennością. Właśnie teraz szłam wzdłuż ulicy Prestwick Roed, która prowadzi do szkoły. Droga nie jest długa, dlatego postanowiłam, że pójdę na nogach. Trochę ruchu i świeżego powietrza dobrze mi zrobi, przed siedmioma godzinami spędzonymi w szkole. Pogoda jest okropna, jeszcze niedawno bawiliśmy się z przyjaciółmi w śniegu, a teraz niema nic innego jak szara, brzydka papka. Na niebie przykrytego szarym, ciemnym puchem, pojedyncze promienie próbują się wydostać aby oświetlić ciemne ulice. Jest naprawdę zimno. Dziś miałam ubrane błękitne obcisłe jeansy, wysokie rude buty, z których wystawały grube, wełniane skarpetki w kolorze kremu, do tego dobrane miałam czerwoną koszule w kratę, szary zapinany sweterek i grubą, masywną granatową kurtkę. Na plecach zarzucony miałam plecak w drobne kwiatuszki, a na uszach fioletowe słuchawki. Słuchałam właśnie jednej z moich ulubionych piosenek.

Nie miałm dziś zbyt dobrego humoru, ale gdy zauważyłam budynek szkoły do której uczestniczyłam, na mojej twarzy automatycznie pojawił się szeroki uśmiech. Kolejny raz muszę się zmierzyć z problemami wieku dorastania. Brzmi to tanio i banalnie, ale nastolatkowie również mają problemy. I może dla dorosłych to są błahostki, ale dla nas tak nie jest. Za chwile spotkam przyjaciół i jego. Jego niedbale ułożone włosy, zawsze nie naganny wygląd, śnieżnobiały uśmiech, którym zawsze mnie wita. Tak było i tym razem. Gdy weszłam do szkoły przez masywne ciemno brązowe drzwi, skierowałam się w stronę mojej szafki. Pech chciał, że właśnie on przy niej czekał. Gdy tylko mnie zobaczył, szeroko się uśmiechnął, pokazując przy tym swój srebrny aparat na zęby i mi pomachał. Odwzajemniłam uśmiech i szybszym krokiem podeszłam do niego. Hunter, bo tak ma na imię moja miłość, złapał mnie w objęcia i mocno przytulił. Trochę mnie przyduszał, ale mogę mu wszystko wybaczyć. On nawet nie zdaje sobie sprawy ile dla mnie znaczy ten uścisk. Dla niego to zwykły przyjacielski znak, jednak dla mnie oznacza on coś całkiem innego. Te dreszcze które przeszywają moje ciało, gdy on to robi. Niezliczone motylki w brzuchu, zawroty w głowie. Boże, czy to normalne? Czy normalnym jest kogoś tak mocno kochać? Nie wiem, nie znam odpowiedzi, ale pragnę tonąć i toną bez dna w jego objęciach.
-No witam, nasze gołąbeczki- po ty słowach Franky, jak oparzeni oddalimy się od siebie.Byłam na nią zła, że przeszkadza nam w naszym uścisku, jednak wiedziałam, że to było by dziwne, gdybyśmy tak stali, wtuleni w siebie.
-Cześć, Franky- syknęłam do niej, jednak ona nic sobie z tego nie zrobiła, tylko się do nas uśmiechała. Musiała mieć bardzo dobry humor, zapewne wydarzyła się, jakaś bardzo ważna dla niej rzecz.
-Kiedy przestaniesz do nas mówić gołąbeczki?- zadał podstawowe pytanie, Hunter. Zawsze ją o to pytał, ale nigdy nie uzyskiwał odpowiedzi. Tak było i tym razem. Moja brązowowłosa koleżanka tylko się uśmiechała i odwracając się na pięcie poszła w tylko jej znanym kierunku. Chłopak z aparatem na zęby, zawsze wszystkim tłumaczy, ze nie jesteśmy parą. Pomimo, że na nią wyglądamy, a każdy myśli ze tak, jest, tymi słowami Hunter wbija małe, pojedyncze igiełki w moje serce.
 Nie ukrywam tego przed sobą, ukrywam to przed moimi przyjaciółmi, bo przecież co tak naprawdę ich to interesuje? Mają mase właśnych problemów, a moje przy nich są małe i niezauważalne. Bo ja tylko jestem zakochana w przyjacielu bez wzajemności. Blanca zmaga się z anoreksją i bulimią. Matka Jai'a zginęła gdy miał 5 lat i nikt, nawet on nie wie, jak to się stało. Pomimo wielu prób ze strony Jai'a, ojciec nigdy nic nie chce mu powiedzieć, czym go rani. Bo każdy przecież wie, że lepiej najgorsza prawda, niż skrywane kłamstwo. Ciekawe co o tym myśli sam Jai? Wszyscy wiemy, że jest mu naprawdę, bardzo trudno, ale Jai to taki typ człowiek, który nigdy nie pokaże swoich prawdziwych. Dopiero gdy komuś zaufa, jest w stanie się otworzyć. I właśnie dlatego jest taki niesforny i niegrzeczny. On po prostu odreagowuje tak swoje życie i problemy. I wole takie rozwiązanie niż alkohol, papierosy czy narkotyki.
-A ty co o tym myślisz?- z zamyślenia wyrwał mnie słodki baryton mojego przyjaciela. Szliśmy właśnie w kierunku sali biologicznej, gdzie mieliśmy właśnie obydwoje lekcje. Hamster opowiadał mi właśnie o meczu, w którym brał wczoraj udział. Dużo wymachiwał rękami i każde słowo wypowiadał z wielką pasją.
-Moim zdaniem powinieneś to sobie odpuścić, już po fakcie, nie cofniesz czasu i nie sprawisz, że David strzeli bramkę- czy to naprawdę był dla niego takie ważne? To, że kolega z drużyny nie trafił piłką do bramki? Gdybyśmy wszyscy mieli takie problemy, świat był by łatwiejszy. "Ale nudniejszy"- przypomniały mi się słowa Franky, która zawsze mi to powtarza. To dziwne, że człowiek może lubić problemy. Taka właśnie jest Franky. Dla niej dzień bez problemu, to nudny dzień.

*podczas lekcji*
Na lekcji biologii, którą prowadzi pani Bloom, suchary sypią się na prawo i lewo. Tylko, żeby one chociaż śmieszne były. Zastanawiam się tylko, czy ona nie zdaje sobie sprawy z tego, że śmiech po jej "żartach" jest całkowicie wymuszony i tak naprawdę nikt nie wie o co chodzi? Ale jest jeden plus, na takiej lekcji można spokojnie położyć się na ławce i usnąć. Zawsze na lekcji biologii siedzę z Hamster'em, tak było i tym razem. On siedział odwrócony do kolegów za nami, a ja malowałam po swoim zeszycie różne sukienki. Milion pomysłów przemykało przez moją głowę. Ale jeden był szczególnie natarczywy - WAGARY. "Nie, nie mogę tego zrobić" - odpędzałam tą myśl od siebie. "Przecież jestem grzeczna dziewczynką, grzeczna dziewczynką"- powtarzałam. Ale w pewnym momencie, myśl o wyrwaniu się z tej nudnej lekcji i kilku pozostałych, wzięła górę i napisałam na czystej kartce w zeszycie Hamstera "fuck school". Gdy tylko mój przyjaciel z ławki to zauważył, popatrzył się na mnie, a an jego twarzy malowało się zdziwienie, zmieszane z rozbawieniem. Zapewne tak jak ja nie mógł uwierzyć, że ja, cicha i spokojna dziewczyna, mogę być do czegoś takiego zdolna. Gdy znaczenie napisanych słów, w końcu do niego dotarło, pokiwał tylko głową, na znak, że się zgadza. Nie do końca jeszcze wiedziałam, co mamy teraz zrobić. Niespodziewanie Hamster zerwał się z ławki i jednym ruchem podniósł mnie z krzesła. Trzymając mnie na rękach, szepnął mi na ucho, żebym udawała, że zemdlałam. W klasie powstało zamieszanie, Hamster wytłumaczył pani Bloom, że musiałam się źle poczuć i prawdopodobnie zemdlałam. Trzymając mnie na rękach wszedł z klasy, gdy zamknął za sobą drzwi, postawił mnie powrotem na nogi i ucieszony rzekł:
-To gdzie idziemy?
-Czy ty zwariowałeś już do reszty? Odbiło Ci? Mądry ty jesteś?- wyzywałam go, bijąc pięścią po klatce piersiowej. On nic sobie z tego nie robiąc, złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę schodów, prowadzących do głównego holu, z którego można było wydostać się na zewnątrz. Biegliśmy tak bardzo szybko, aby jak najszybciej wydostać się z tej nudnej szkoły. Pięknie zaczynam tydzień.
-Gdzie ty mnie ciągniesz ?- nadal na niego krzyczałam, próbując wyrwać się z jego mocnego uścisku
-Tam gdzie zawsze.
Gdy wsiedliśmy do jego czerwonego Jaguara, rzuciłam swój plecak na tylnie siedzenia. Hamster odpalił auto i nacisnął pedał gazu. Minęliśmy bramę szkolną i pomykaliśmy ulicami Cambridge. Oparłam głowę o szybę i wpatrywałam się w mijające przez nas budynki. Jechaliśmy tak w milczeniu, nie przeszkadzało mi to. Gdy samochód się zatrzymał, otworzyłam oczy i ukazał mi się wielki, kilkunasto metrowy, opuszczony budynek. Znałam go bardzo dokładnie, ponieważ często w dzieciństwie spędzałam w nim czas. Mój przyjaciel, kazał mi udać się na dach budynku, a sam poszedł do Starbucks. Niepewnie wychodziłam po krętych schodach, nie było mnie tu już tak dawno. Zafascynowana oglądałam i dotykałam każdą rzecz znajdującą się tutaj. W końcu pojawił się Hamster z dwoma kubkami pysznej Carmel'owej kawy, która wręczył mi w moje zmarznięte dłonie.

wtorek, 25 grudnia 2012

Franky

* w tle

Rozdział 1


-I jak się czujesz? - zapytał zachrypniętym głosem Jai. Od czasu do czasu zaciągał nosem, tak aby katar z niego nie wyleciał, był zmarznięty i wiał na niego silny i zarazem bardzo mroźny zimowy wiatr. Stał schowany w krzakach, tak, aby nikt go nie zauważył, bo w końcu powinien być w kościele na pasterce.
-A czy przypadkiem nie zadawałeś mi tego pytania jakieś 5 minut temu?- zaśmiałam się cicho do słuchawki. To słodkie ze się tak o mnie martwi, ale czasem mnie to już męczy. To ciągle powtarzanie "Nie Jai, nic mi nie jest, to tylko przeziębienie, wyluzuj". Kochany jest, ale nigdy mu tego nie powiem. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Zawsze mam ochotę powiedzieć mu prawdę, że chyba się w nim zakochałam. Ale nigdy tego nie zrobię, na pewno nie pierwsza. Lubie nasze nocne rozmowy, są takie zakazane, obydwoje mówimy bardzo cichutko, wszystko jest takie romantyczne. Ale tylko wtedy.

Długo po naszej rozmowie niemogłam zasnac. I wiem, że było to spowodowane jego osobą. Leżałam, bawiąc sie lampkami powieszonymi nad moim łóżkiem. Mój pokuj nie jest duzy, jest skromny i przytulny, kto by sie tego mógł spodziewać. Byłam usmiechnieta i cieszyłam miniona rozmową z moim najlepszym przyjacielem. I może to własnie jest mój, a raczej nasz problem? Czesto mysle o mnie i Jai'u nie jako przyjaciele tylko jako para, taka para składająca sie z dwuch zakochanych w sobie osób, która zawsze jest razem i mówi sobie wszystko. Bo po czesci tak z nami jest. Każdą wolna chwile razem spędzamy, zwierzamy sie sobie, znajomi mówią, że zachowujemy sie nawet jak para. A nam to nieprzeszkadza. Znaczy sie przynajmniej mi. Jai nie jest jakos szczególnie napalony do zwierzania sie z swoich uczuć. Jai nigdy nie puszcza słów na wiatr i to w nim tak bardzo cenie.

Wyciągnełam swój biały iPhone spod wielkiej poduszki w małe, drobne, rózowe kwaituszki. Na telefonie wyświetliła mi sie godzina, lekko zmrurzyłam oczy oszałomina blaskiem wyświetlacza. Była dokładnie 02:08. Przesunełam pasek odblokujacy telefon, wyświetliło mi sie album z zdjęciami. Automatycznie się usmiechnełam, gdy zobaczyłam mine Jai'a mówiacą "Nie rób mi zdjeć". Dobrze pamiętam gdy robiłam mu to zdjęcie, siedzielismy za biblioteką oglądając jak nasi znajomi jeżdzą na deskach lub BMX'ach. Miał ubrane jego ulubione obcisłe, czarne rurki, biały podkoszulek z śmiesznymi napisami i jeansową kurtkę, swoje niesfornie sterczące włosy schowane miał pod niebiesko fioletową czapką. To było tak dawo. Tęsknie za tymi dniami w wakacje, keidy wszyscy zyliśmy beztrosko, niemartwiąc sie jutrem, a nawet dzisijszym dniem. Kiedy włóczyliśmy sie po mieście bez żadnego celu. Jesli mam być szczera to nadal to robimy, ale już w całkiem innym gronie. Joe nam odpadł. Po wypadku który się mu przytrafił, niepotrafie z nim normalnie rozmawiać. I to wcale nie on sie zmienił, tylko ja. Postanowiłam sobie, ze nigdy niedam chłopakowi satysfakcji, ze mnie ma. Choć czasem odbiegam od tej regółki, nie jestem wtedy z siebie zadowolona. Ale tylko Jai sprawia, ze kieruje sie przy nim sercem, nie rozumem ani dumą, poprostu sercem.
Nawet niewiem kiedy odpłynełam w moich rozmysleniach i zasnełam. Obudził mnie rano charakterystyczny dźwiek dla iPhone'ów oznaczający, że dostałam wiadomośc tekstową. Był to Jai. Jak zwykle robił sobie żarty. a nawet jesli było to naprawde, ja obracałam wszystko w żart. Bo my nigdy nie przyznamy sie do tego co do siebie czujemy. Wiedziałam, że ten dzień bedzie jednym z lepszych dni. Wstałam z łużka z szerokim uśmiechem. Wiedziałam, ze jestem sama w domu, bo nawet w swięta moja zapracowana mama musiała byc w delegacji. Nie przeszkadzało mi to i zdązyłam przywyknąc. Włączyłam moje małe radyjko stojące na zawalonym ksiażkami, rysunkami i zeszytami biórku. W rytm muzyki przebrałam sie z słodkiej niebieskiej pidżamy, na zwykłe codzienne ubrania. Czarne leginsy, wysokie skarpety w kwiatuszki, obcisły podkoszulek na ramiączkach i bardzo jasno różowy, workowaty sweter. Miałam w planach odwiedzić Blanke. Mieszkałysmy bardzo blisko siebie, wrecz dzieliło nas zwykłe przejscie przez ulice. Niemaiłam ochoty jesć poraz kolejny samotnie sniadania, wiec wziełam szybki prysznic, odprawiłam poranną toaletke, zapletłam  niedbale dwa warkoczyki, załozyłam czapke z wielkim pomponem, kamizelke, długie rekawiczki, buty emu i wyszłam do domu Blanki.

Do przestronnego domu Blanki zawsze wchodzę bez pukania. Tak było i tym razem. Dwa duże, prze słodkie psy Pani Jackson przywitały mnie skaczac po mnie i strasznie się śliniąc. Gdy wchodzi się do tak przytulnego domu, zawsze czuć roznoszący się zapach wypieków matki Blanki.
-Dzień dobry Pani Jackson - krzyknełam zerkając do kuchni, gdzie przeważnie możną ja było spodkac
-Witaj, Feancesco. Czyżby twoja mama znowu miała jakies wazne spodkanie? - zapytała mnie slodkim głosikiem pani domu. Wytarła rece w biały jedwabny fartuszek i pocno mnie uscisneła. lubiałą ta kobiete, była dla mnie czulsza od mojej własnej matki.
- Blanca nadal spi ?-  nawet nie odpowiedziałam na zadane mi pytanie 
- Tak, idz to może ty ją dobudzisz - wskazała dłonią na schody, które znajdowały sie na wprost dużej i masywnej choinki. Dom państwa Jackson jest bardzo duzy, ale i przytulny. Panuja w nim ciepłe, stonowane kolory, przeważnie biel, krem, ciepły brąz. Odwracając sie na pięci ruszyłam w strone salonu, a nastepnie schodów, potem korytażem, az w końcu znalazłam sie w pokoju Blancy. Na moje szczeście już nie spała. Siedziała w swoim pokoju przed niewielką toaletką z rustrem, rozczesując długie niesforne włosy. Przywitałam się i usiadłam, a raczej zuciłam sie na łózko.
-Co dziś robimy? Swięta sa, wszytsko pozamykane, może pójdziemy z tymi debilami ulepic bałwana?- z mojego gardła wyrwały sie zachrypnięte słowa
- Wiesz jak to sie skończy. Walka na śniezki, a tylko siebie posłuchaj
- Ale co ?- wstałam podpierając sie na łóżku łokciami
- Chrypka - powiedziała odwracając sie w moją strone. Czasem moje rozmowy z Blanką są banalne i nawet puste. Nie wnoszą żadnego sensu, tak było i tym razem, Przeciez i tak pójde na to głupie pole i tak bede sie żucac sniegiem, jak dzieci. Poprostu nieważne, chce sie dobrze bawić, bo mam niesamowicie dobry humor.

Gdy Blanka była już gotowa, zeszłyśmy na dół, na pyszne sniadanie które przygotowała jej mama. Zjadłyśmy w ekspresowym tempie i gdy moja przyjaciółka zakąłdała juz kurtke ja obdzwaniałam znajomych. Darsy z Arthur, Meg, Lori, Viki, Alice, Jai, Nathan. Zapowiadało sie naprawde fajnie. Postanowiłysmy z Blanką, że pójdziemu na nogach, na wyznaczone miejsce. Gdy doszłyśmy, był tam juz Jai i Lori, którzy zapewne przyszli razem. Alice i Victoria niemogli opuścić swojej rodziny, wiec zostało nas tylko osmioro. Jakby tak na to nie patrzeć to dośc sporo. 


Niezdazyliśmy sie nawet podzielić na grupy, gdy ja oberwałam już snieżką. Wiedziałam czyja to sprawka. Powoli obruciłam się do Jai'a, który z łobuzerskim usmieszkiem spoglądał na mnie zza opadającej grzywki na oczy. Szydersko się zaśmiał, a ja wystawiłam mu język. Gdy tylko sie obrucił, podbiegłam i wskoczyłam mu na barana. Jemu jednak zachwialy się nogi i upadl na ziemie, a ja razem z nim. Musiałam za gwałtownie na niego naskoczyc skor aż upadł. Obydwoje zaczeliśmy sie głosno smiać. Jai przewrócil sie z buzi na plecy tak ze ja siedziałam na jego brzuchu. Złapał mnie jedną ręką za moje dłonie, a druga, wolną dłonią zgarnął śnieg i wtarł mi go w twarz. Byl od mnie o wiele silniejszy przez co niemogłam wykonac zadnego ruchu reką aby odplacić mu sie tym samym. Postanowiłam wiec, uderzyć w jego czuly punkt. Dosłownie rozumiejąc "czuły punkt". Kopnełam go letko, ale jadnak kopnełam w sam srodek jego krocza, a on zawył z bólu, wijąc sie jak wąż. Mój śmiech sie spotęgował i niemoglam złapać powietrza. Korzystając z chwili, obrzuciłam go spora iloscią sniegu.

-Nie zadzieraj zemną kochanie- odparłam wstając i posyłając mu buziaka. Reszta znajomych równiez dobrze sie bawiła, jednak nie było żadnych ofiar jak w naszym przypadku. Rozglądnełam się w koło, każdy był czerwony, mokry i przemęczony. Postanowiliśmy wrócic już do domów. 
- Tak szybko ? - krzyknoł Arthur który własnie w tym momęcie lepił ładna, ksztaltna kóle śniegu
- Mineło juz półtora godziny, cwelu - pchneła go zaczepnie jego dziewczyna Darsy
-O ! Teraz przesadziłaś - Arthur poderwał Darsy z ziemi, zarzuciła przez ramiona i pobiegł by wzucić ja w najwiekszą zaspe.
-Zbieramy sie, zostawmy ich samych- stwierdziła olwacko Lori
-Idżcie bezemnie - w smieszny, piskliwy sposób powiedział Jai, który nadal leżał na ziemi, w sniegu, trzymając sie za krocze i podnosząc ręke do góry.
-Choćmy do mnie Joe sie ucieszy- Lori ruszyła w strone swojego domu, a za nią Meg, Blanca i Nathan. Ja tez chciałam już z nimi isć i odwiedzić Jorge'a, gdy nagle w mojej głowie odezwało sie sumienie. W końcu niemoge zostawić tu w poł zyjącego Jai'a. Zatrzymałam sie w pół kroku i spojrzałam na niego. Chciał wziąsć mnie na litosć robiąc maslane oczka, a ja neistety mu uległam. zawsze to robie. Porzykucnełam przy nim, oczepałam mu kurtke z sniegu i podałam dloń by mógł wstać. 

O tej poze roku w Cambridge robi sie bardzo wczesnie ciemno. To miasto jest sliczne przystrojone, jest jeszcze sliczniejsze gdy jest półmrok, a wszystkie ozdoby świateczne swieca. I gwiazdki migoczą, a zakochane pary spacerują i dodają temu wszystkiemu romantyczny urok. I własnie jedną z takich ulic spaceruje teraz ja i Jai. Jai i ja. Rozmawiamy, smiejemy sie, dokuczamy sobie, jak przyjaciele, a jednak coś więcej. Jai, cały czas cos do mnie mówi, ale niemoge skupić sie na tym co mówi, jestem wsłuchana tylko w jego ciepły baryton. Jai ma taki sliczny glos, on cały jest sliczny. Lubie jego niesforne włosny, które mu sie kręca, tak jak teraz, lubie jego morskie oczy, które czesto sie wemnie wpatrują, nie raz mnie zawstydzając. Lubie jego usmiech, gdy do mnie mówi, on z reszta cały czas mówi. z nim nigdy sie nie nudze.
-Franky Słuchasz mnie w ogóle ? - zapytał wyrywając mnie z rozmyslania nad rzeczmi, które w nim lubie
-Jasne, że tak - śturchnełam go lekko w reke, usmiechając sie przy tym.
- To co powiedziałem, księzniczko ?
-Że...-przerwałam- tego akurat niedosłyszałam- zaśmiałam sie sama z siebie. Chłopak sie zatrzymał, łapiąc mnie za łokcia, co spowodowało, ze i ja sie zatrzymałam. Delikatnie obrócił mnie tak abym stała do niego przodem i podniusł mi brodę bym mogła na niego popatrzec. Jai jest tylko troche odemnie wyzszy, nie należy wiec do wysokich chłopców, dlatego bez problemu mogłam styknąć swoim nosem o jego. I własnie to zrobiłam. Bo gdy podniosłam głowę, odległość pomiędzy nami była tak nie wielka ze jeśli ktoś włożył pomiędzy nasze klatki piersiowe kawałek gazety to zapewniam go nigdy by nie wypadła. Czułam jego oddech na mojej twarzy. Był słodki zapewne spowodowany truskawkowymi żelkami w kształcie misiów. Serce zaczęło mi szybciej bić, a w gardle urosła wielka góla. Gdybym tylko przekreciła glowe mógłabym go pocałować. W końcu mogłabym zasmakować jego ust, które były stworzone do całowania. Jai objął mnie dwoma rękami w pasie, a ja machinalnie położyłam moje dłonie na jego ramionach. Zamknęłam oczy, czułam ze on robi to samo. Powoli przekręciłam głowę...


sobota, 15 grudnia 2012

Historia

*w tle

Wydarzenia toczą się w wiecznie słonecznym i pogodnym Cambridge. Grupa znajomych poznaje sie na szkolnym korytarzu High School Addenbrookes, dzielą ze sobą smutki, radości i świetną zabawę. Na ich drodze staje wiele problemów, z którymi muszą się zmierzyć.

Główną bohaterką niewątpliwie jest Franky, która łączy pozostałe postacie. Franky, Darsy, Mag, Blanca i Nathan chodzą do jednej klasy.
Franky i Nathan to najlepsi przyjaciele, dużo osób podejrzewa, że są parą, jednak Nathan skrywa tajemnice, o której wie tylko Franky.
Lori, Victoria i Alice zawsze trzymają się razem. Dwie pierwsze chodzą do jednaj klasy i są jak typowe papużki nierozłączki. Alice chodzi do innej klasy co trochę oddaliło ja od przyjaciółek.
Darsy od roku jest w szczęśliwym związku z Arthur'em - absolwentem 5 klasy.
Mag podkochuje się w swoim przyjacielu Luck'u, który tak jak i reszta znajomych niema o tym najmniejszego pojęcia.
Lori i Jorge to rodzeństwo, są ze sobą bardzo zżyci i bardzo podobni. Spędzają razem dużo wolnego czasu i zwierzają się sobie nawzajem.
Franky podkochuje się w bracie Lori, ale odkąd miał wypadek i nie chodzi do szkoły Franky poznała jego najlepszego przyjaciela Jai'a, z którym bardzo dobrze się dogaduje.
Victoria musi porykać się z trudnościami rodzinnymi i dylematem miłości.
Alice, jest bardzo niezdecydowana i ślepo zauroczona w Phillipie - koledze z klasy Franky.
Blanca zmaga sie z bulimia i anoreksją. Ma wsparcie przyjaciół, lecz wydaje jej się ze jest z tym całkiem sama. Blanca jest też jedna z najlepszych przyjaciół Franky, znają się niemal od małego.
Od momentu rozpoczęcia roku szkolnego, życie głównych bohaterów nabrało dynamicznego tępa, z sielankowego życia przeszli na problemy nastoletniego dorastania.

niedziela, 9 grudnia 2012

Bohaterowie

 Francesca Eleonore Mills (Franky, F)

Wzrost: 174 cm
Waga: 53 kg
Kolor oczu: zgnita zieleń
Kolor włosów: ciemnobrazowy
Kolor cery: porcelanowa, jasna
Miejsce urodzenia: Chicago, USA
Data urodzenia: 14 lipca 1995r.
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: delikatne piegi, blizna na czole, tatuaż na wewnętrznej stronie wargi w kształcie malej gwiazdki, tatuaż kłódka na nadgarstku.
Rodzina:
- Matka: Elisabet; bisneswoman
- Ojciec:
- Brat: Jimmy Cooper (21 lat)
Hobby: impreza, aktorstwo

Charakter: zawsze ma swoje zdanie, twardo trzyma się wartości wyznawanych przez nią, potrafi być wredna i zawistna, zawsze pewna siebie, lecz w głębi serca zagubiona, cierpi z powodu ojca, który zostawił jej rodzinę, udaje twardą, próbuje taka być. Jest świadoma swoich zalet, przyjaciele wołaja na nią w ironiczny sposób "skromna". Należy do śmietanki towarzyskiej w swojej szkole. Zbuntowana, choć bardzo wrażliwa, szuka własnego "ja". Nie okazuje skruchy, udaje twarda, choć nie do końca nią jest. Zawsze dostaje to co chce i zrobi wszystko by osiągnąć swój wyznaczony cel.
Zwierzęta: złota rybka "Pan Rybka"
Motto: "Nikt nie złamie mojego serca"


Jai Domenic Brooks (Jai, Brook)

Wzrost: 187 cm
Waga: 67 kg
Kolor oczu: niebieski morski
Kolor włosów: brąz
Kolor cery: śniada
Miejsce urodzenia: Melbourne, Australia

Data urodzenia: 3 Maj 1995r.
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: brązowe loczki, kolczyk w lewym uchu i wardze, bransoletka przyjaźni
Rodzina:
- Matka: Zgineła gdy miał 15 lat
- Ojciec: Thomas: wykładowca fizykii
- brat bliźniak Beau
Hobby: skatebording, spiew, wyzwania, parkour, koszykówka
Charakter:
Jest osobą rozrywkową, która z wielką łatwością nawiązuje kontakty z innymi ludźmi. Bardzo dużo mówi, co u niego nie jest wadą. Zawsze ma swoje zdanie na dany temat i nie boi się tego wypowiedzieć. Jest bardzo lubianą osobą w szkole. Oczywiście należy do szkolnej elity. Dla osób za którymi nie przepada jest wredny. Często pyskuje i nigdy nie kończy się to dla niego źle. Dzięki swoim  loczkom i niebieskim oczom uważany jest za aniołka, jednak prawda jest zupełnie inna  Jest bardzo romantyczny i czuły, dziewczyna jest dla niego najważniejsza. Bardzo tęskni za swoją mamą, chociaż tego nie okazuje
Zwierzęta: papuga Emilli
Motto: "Do odważnych świat nalezy", "Raz się żyje"



Darsy  Margarette Hastings (Darsy, Mag)

Wzrost: 171 cm
Waga: 50 kg
Kolor oczu: czekoladowy brąz

Kolor włosów: czarny
Kolor cery: jasny, porcelanowy
Miejsce urodzenia: Plymouth, UK
Data urodzenia: 10 czerwca 1995r.
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: mocny makijaż, tatuaże, własny, oryginalny styl
Rodzina:
- Matka: Zginęła przy porodzie
- Ojciec: Lukas, manager w restauracji
Hobby: malowanie, gra na perkusji, imprezy
Charakter: trudny, nieznośny i uparty, ale kochana dla tych, których kocha,
silna, twarda, zbuntowana, zawsze ma swoje zdanie, uparta.

Nie obchodzi ją krytyka innych i uważa, że życie jest zbyt krótkie na zamartwianie się tak błahymi rzeczami. Jest towarzyska i łatwo nawiązuje kontakt z innymi ludźmi.
Zwierzęta: kotka imieniem Felicja
Motto: "Nie oglądaj się za siebie", "Kurwa jaki spontan"


  
Arthur Xsavier Fields (Arthur)

Wzrost: 187 cm
Waga:  72 kg
Kolor oczu: niebieski
Kolor włosów: ciemny brąz
Kolor cery: bardzo jasny
Miejsce urodzenia: Oksford, UK 

Data urodzenia: 27 stycznia 1993 r.
Wiek: 19 lat
Znaki szczególne:
Rodzina:
- Matka: Lucy, florystka
- Ojciec: Gerard, budowlaniec w firmie ojca Meg

młodsza siostra Peggy (10 lat)
Hobby: muzyka, imprezowanie, koszykówka
Charakter: zabawny, uczuciowy, szczery. Potrafi zależ za skóre, jego głupie żarty czesto wkurzają Franky. Dusza towarzystwa, uwielbia imprezować, w głębi duszy romantyk, przy swojej dziewczynie Darsy wrażliwy i bardzo uczuciowy.
Zwierzęta: pies Lucas
Motto: "Nadzieja umiera ostatnia"





Blanca Charlotte Jackson (Blan)

wzrost:177cm 
waga : 43 kg 
kolor oczu: niebieski jak morze 
kolor włosów: brąz
kolor cery: jasny, śniady
miejsce urodzenia: Paryż, Francja
data urodzenia: 27 kwietnia 1995r 
wiek:17 lat
Znaki szczególne: gilgotki na szyi 
Rodzina: 
-Matka: Anabel; zajmuje sie domem
-Ojciec: Daniel: biznesmen
Hobby: rysowanie, szkice, fotografia
Charakter: kiedy nie znała swoich przyjaciółek była spokojna, cicha, poukładana, nieśmiała, ale zawsze stanowcza. Od 3 lat zmaga się z anoreksją i bulimią. Na szczęście, najbliżsi wiedzą o tym i starają jej się na każdym kroku pomóc. Jest uczuciowa, zawsze bardzo rozgadana, ma odpowiedz na każde pytanie, przez swoją gadatliwość bardzo szybko nawiązuje kontakty z innymi ludźmi. Ma swój szkicownik w którym rysuje swoje stroje i nie tylko. Zdarza się, że próbuje sama uszyć sobie jakieś ubranie. Gorącą kawę pije bardzo często, uważa, że przynależność do elity jest czymś najważniejszym i, że to właśnie tym powinna kierować się młodzież. Często ludziom wydaje się, że jest „rozkapryszoną jedynaczką”, jednak tak naprawdę jest o wiele sprytniejsza i mądrzejsza niż się wydaje. Często się uśmiecha, co sprawia, że każdemu poprawia się wtedy humor. 
Motto: "Największym błędem jaki możesz zrobić w życiu jest ciągle
obawianie sie, ze popełnisz błąd."




 Jorge Maximillien Shelley (Joe, Jorge, Shelley)

Wzrost: 188 cm
Waga: 69 kg
Kolor oczu: braz podchodzący pod zieleń
Kolor włosów: rudy
Kolor cery: jasna, zarumieniona
Miejsce urodzenia: Dundee, UK
Data urodzenia: 15 marca 1994r.
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: zarózowione usta, pomierzwione włosy, tatułaż na obojczyku w kształcie mewy, branzoletka przyjażni
Rodzina:
- Matka: Jessica: projektantka wnętrz
- Ojciec: Alexsander: psycholog więzienny

-Siostra o rok młodsza- Lori
Hobby: spiew, gra na gitarze, imprezy, siatkówka
Charakter: Z łatwością nawiązuje kontakt z innymi ludzmi.
Jest bardzo lubianą osobą w szkole. Oczywiście należy do szkolnej elity. W szkole i towarzystwie rodziny jest spokojny, dopiero z przyjaciolmi pokazuje swoje drugie oblicze. Bardzo słodki, w porownaniu do jego przyjaciela Jai'a jest milszy i spokojniejszy. Dla sojej dziewczyny potrafi być najwspanialszy, najromantyczniejszy, oddał by dla niej własne zycie. Jest osobą bardzo popularną i przystojną, każda dziewczyna ze szkoly na niego leci, a on flirtuje z nimi, przez co nie doszczega prawdziwej miłości.
Zwierzęta: pies rasy Buldog : Funfo
Motto: 
"Imprezuj tak jakby twoja impreza miała być ostatnia"


 Margaret Rosalie O'Donnell (Meg, Maggie)

Wzrost: 169 cm
Waga: 47 kg
Kolor oczu: zielone
Kolor włosów: szatynka
Kolor cery: porcelanowa, jasna
Miejsce urodzenia: Dremmen, UK
Data urodzenia: 17 Marzec 1995
Wiek: 17 lat
Znaki szczególne: pieprzyk nad prawą kością obojczykową
Rodzina:
- Matka: Elizabeth, architekt zieleni
- Ojciec: Wiktor, własna firma budowlana
- Magdallena (19 lat)  i Peter (21 lat)
Hobby: śpiew, gra na gitarze, pomaganie innym
Charakter: trudny do zrozumienia,
jest specyficzną osobą, która wiecznie się uśmiecha. Dusi w sobie wszystkie negatywne emocje oraz smutki, gdyż uważa, że nikt poza nią nie powinien się tym przejmować. Nie lubi prosić o pomoc. Ma swój wyidealizowany świat. Często żyje w swoim wyimaginowanym świecie, lubi śnić na jawie. Szuka prawdziwa miłośc. Zawsze pomaga swoim przyjaciołom, jest dla nich podpora i psychologiem, choć sama niezawsze potrafi sobie pomóc.
Zwierzęta: pies czrno-biały Tolo
Motto: "Co cie nie zabije to cie wzmocni"


 Victoria Kennedy Carver (Viki, Carver)

Wzrost: 174 cm
Waga: 51 kg
Kolor oczu: Brązowy, czasem wpadający w zieleń
Kolor włosów: brązowy
Kolor cery: ciepły brąz
Miejsce urodzenia: Mexic, Mexic
Data urodzenia: 29 czerwca 1995 r.
Wiek: 17 lat
Rodzina:
- Matka: Ann, kierownik banku
- Ojciec: Antonio, pisarz, poeta
Charakter: waleczna, pewna siebie, zawsze dążąca do wyznaczonego celu, zbuntowana, romantyczna, bardzo często mocno zakochana, nie zawsze wychodzi to dla niej na dobre. Przyjaciele sa dla niej bardzo ważni. Utrzymuje dobra kontakty z mamą, za to ojciec pochłonięty praca nie zwraca uwagi na córkę, myśląc ze jesli wręczy jej pieniądze, ona nie zauważy jego ignorancji. Przez jego zachowanie Viki stała sie zbuntowana i postanowiła łamać męskie serca.
Motto: "Nie przestawaj wierzyć w miłość"



 Alice Khloe Berry (Ali, Al)

Wzrost: 180 cm
Waga: 61 kg
Kolor oczu: zielony i brazowy (dwa inne)
Kolor włosów: ciepły blond
Kolor cery: zarumieniona
Miejsce urodzenia: Doncaster, UK
Data urodzenia: 9 lipca 1995 r.
Wiek: 17 lat
Rodzina:
- Matka: Kloy: recepcjonistka
- Ojciec: Thomas: kierownik baru
młodszy brat Natan (6 lat)
Charakter: nie sposób sie z nią nudzić, wiecznie uśmiechnięta, radosna, miła i bardzo szczera. Nie zraża ją krytyka innych, choć sama często krytykuje. Zawsze musi postawić na swoim przez co często kłóci się z przyjaciółkami Victoria i Lori. Zawsze można na nia liczyć, wyciagnie pomocną dłoń nawet dla wroga. Bardzo często zmienia chłopaków, ponieważ szuka prawdziwej miłości. nieszczesliwie zakochana, lecz czas sprawi, że jej przejdzie.
Motto: "Zapomnij o mnie"



Loriette Sophia Ainsworth (Lori, Ain)
Wzrost: 172 cm
Waga: 59 kg
Kolor oczu: ciepły brąz
Kolor włosów: rudy
Kolor cery: porcelanowa z rumieńcami
Miejsce urodzenia:
Dundee, UK
Data urodzenia: 28 stycznia 1995 r.
Wiek: 17 lat
Rodzina:
- Matka:
Jessica: projektantka wnętrz
- Ojciec: Alexsander: psycholog więzienny

- Brat Jorge
Charakter: Lori jest bardzo pogodną i miłą osobą. Jest elegancka, dba o kazdy szczegół sojej urody i ogólnego wizerunku.
Jest osobą, która wie bardzo dużo o modzie, ma swój udział w modelingu, najważniejszą rzeczą są drogie ciuchy, buty, kosmetyki, ale i przyjaźń, miłosc, zabawa. Przypomina brata, z którym jest bardzo zżyta, tak jak on potrafi sie zabawić. Jest duszą towarzystwa, niema osoby która by jej nie lubiała. Czesto bardzo zazdrosna, z kompleksami wagi. Jej znakiem rozpoznawczym sa piekne rude włosy i delikatne piegi.
Motto: "Miłość spłaca się na raty. Kłopot w tym, że zwykle miłość się kończy, a pozostają jeszcze raty do spłacenia."